SPRZĄTANIE PO ZMARŁYM

Ciało leżało w zamkniętym, dusznym mieszkaniu przez kilka  tygodni.

W tym czasie, pod wpływem letnich upałów, zasada nienaruszalności
ludzkiej anatomii przestała obowiązywać.

Proces autolizy dosłownie
obrócił tkanki miękkie i narządy wewnętrzne w gęstą, lepką,
ciemnobrązową ciecz. Gdy naprężone gazami gnilnymi powłoki brzuszne
w końcu pękły, uwolniona masa – będąca mieszaniną upłynnionego
tłuszczu, zdenaturowanej krwi i soków trawiennych – rozlała się
szeroką plamą po podłodze.

Ponad czterdzieści litrów agresywnej chemicznie substancji powoli
wsiąkało w stare, nieszczelne deski parkietu. Ciecz bez trudu
przeżarła izolację, spenetrowała porowatą strukturę betonowego
stropu i znalazła ujście w szczelinach między płytami. W piwnicy
bezpośrednio pod mieszkaniem proces ten objawił się najpierw jako
brunatny, wilgotny zaciek na suficie, z którego z czasem zaczęła
formować się tłusta, czarna powłoka.

Po kilku kolejnych dniach, pod wpływem grawitacji, z sufitu piwnicy na betonową posadzkę zaczęły
miarowo, ciężko skapywać oleiste krople. Towarzyszył im trudny do
zniesienia, duszący i słodkawy fetor zaawansowanej dekompozycji,
który ostatecznie zaalarmował mieszkańców budynku.